Tatry i Sudety nasze Piękne Góry
  Poradnik
 

* PORADY *


Większość z form aktywnego wypoczynku wymaga odpowiedniego przygotowania się nie tylko sprzętowego, ale także sprawnościowego. Niektórym może się wydawać, że turystyka górska jest sportem łatwym, innym, że wymagającym ogromnego narażania się na niebezpieczeństwa. Obydwie tezy nie są do słuszne, choć jest w nich trochę prawdy- zwłaszcza w tej drugiej.


Łatwość turystyki górskiej polega na tym, że w zasadzie każdy -czy stary, czy młody- może ją uprawiać (jeśli będziecie iść na Giewont i nie natraficie na pielgrzymkę zakonnic w pełnym przekroju wiekowym to znaczy że nie idziecie na Giewont). W zasadzie wystarczy cieszyć się jakąś kondycją, a na pewno mieć jej świadomość- znać swoje możliwości. Źle byłoby gdyby w połowie szlaku okazało się, że nie możemy dalej iść, bo 'nogi odmówiły nam posłuszeństwa'. Podczas jednej z wypraw na szlaku na Siwą Przełęcz przemknęliśmy obok odpoczywającej sobie pani. Jak potem spostrzegliśmy odpoczywała ona ok. 5 minut po 20 minutach marszu (sami mieliśmy przerwę, potem problemy z kamerą i sesję zdjęciową, więc byliśmy w stanie to zauważyć). Na górze okazało się, że od 1,5 godziny oczekuje na nią ekipa... 

W zasadzie podczas każdej nawet najkrótszej wyprawy w góry powinniśmy liczyć się z tym, że możemy już nie wrócić (na szczęście mało jest takich przypadków). Góry to nie ciepły schron. Może się tu wszystko wydarzyć. Od spotkania dzikiego zwierzęcia poprzez różnorakie kontuzje, nagłe załamanie się pogody, a kończąc na lawinach.


Wychodząc w góry, nie zostawiajmy na dole naszego mózgu, bo większość wypadków i tak jest spowodowanych przez ludzką głupotę, brak przezorności... Pamiętajcie też że nawet najlepszy sprzęt nie gwarantuje bezpieczeństwa, jeżeli sami nie przestrzegamy ustalonych reguł.
Na tej stronie chcielibyśmy pomóc Wam w przygotowaniach do górskich wycieczek tak, byście mogli w pełni cieszyć się z nich. Opowiemy co jest niezbędne w górach, bez czego możemy się obejść, a co fajnie jest zabrać.



Nie przygotujemy Was do wyprawy w Himalaje (tzn. jeszcze nie ;D), bo nie będziemy pisać o rzeczach, których nie sprawdziliśmy- o których nie powinniśmy zatem się wypowiadać. Mamy nadzieję, że będziecie z nami współpracować, wpadać w polemikę, mówić nam o tym czego nie napisaliśmy, a uważacie, że powinniśmy.

Pamiętajcie, że nawet dokładne przestudiowanie tego poradnika nie zagwarantuje Wam sukcesu podczas Waszych wycieczek. 

Nie bierzemy odpowiedzialności za skutki powstałe w wyniku stosowania  naszych porad. Jednocześnie chcielibyśmy zapewnić, że to co  zostało tu napisane nie zostało wyssane z palca, albo ściągnięte z jakiegoś przewodnika. Wszystkie treści powstały w wyniku doświadczenia jakie nabyliśmy.

 


 

BUTY. Przed wejściem do Tatrzańskiego Parku Narodowego ustawione są tablice z których można m.in. wyczytać, że nieodpowiednie obuwie to prawie pewny wypadek. Buty są rzeczywiście bardzo ważnym elementem stroju górskiego turysty. Podeszwa butów powinna mieć rozbudowany bieżnik  oczywiście po to, byśmy się nie ślizgali po błocie, by woda była lepiej odprowadzana z pod podeszwy. Jednym słowem by zagwarantować nam
przyczepność. Bez względu na to jakie mamy buty powinniśmy ostrożnie (ale zarazem pewnie) stawiać kroki, bo zawsze możemy natrafić na wyślizgany kamień (dla tych zupełnie zielonych: tatrzańskie szlaki zostały sztucznie wybudowane poprzez ułożenie kamieni-stopni). Dzieje się tak zwłaszcza na popularnych szlakach, np. na Giewont gdzie kamienie świecą się jak tafla wody, a po deszczu są przyjemnie śliskie Ale na sucho także można się natknąć na pojedyncze ślizgacze. 


Wierzchnia część naszego obuwia powinna być w miarę nieprzemakalna. Oczywiście nie należy przesadzać i nie zakładać kaloszy, chyba, że lubimy mieć odciski i odparzenia ;] -w kaloszach nasza stopa i tak będzie mokra, tyle tylko, że nie od wody deszczowej, a od potu. Nawet jeżeli kupiliśmy nieprzemakalne buty, to warto je zaimpregnować albo  dostępnymi na rynku produktami, albo jeżeli ktoś ma ochotę może rozgrzać puszkę bezbarwnej pasty do butów tak, by pasta lekko się upłynniła, następnie wetrzeć to w buta. Oczywiście oba sposoby impregnacji zmienią pierwotny odcień naszych butów. Nie należy impregnować brudnych butów, bo już nigdy ich nie domyjemy. Dobrze by było, gdybyśmy mieli na części wierzchniej zagumowane czubki (ale także bez przesady- nawet w butach z membraną). W górach jak Tatry wystarczy 9 dni, żeby zedrzeć czubki butów na tyle, by nawet porządne pastowanie nie zatuszowało różnicy kolorów między czubkiem a pozostałą częścią buta. Idealnie by było gdyby nasz but posiadał membranę- tkaninę która jest nieprzemakalna, ale jest zarazem oddychająca. Sprawia to, że nasza stopa nie tylko nie przemoknie ale także zostanie odprowadzony z niej pot na zewnątrz buta. Obuwie z tego typu tkaniną oczywiście kosztuje trochę więcej niż buty bez takowego wynalazku.
Jeśli ktoś bardzo chce to w stricte sportowym obuwiu też  można chodzić- jeśli tylko jest pewien, że but mu nie przemoknie oraz, że dobrze się trzyma podłoża-ale nasza stopa może nie wytrzymać kilku godzin na nierównej i ostrej nierzadko powierzchni. Osobiście nie wyszedł bym w tego typu obuwiu w góry. W końcu popularnie nazywając 'adidasy' nie zostały stworzone do trekkingu, a ja ciągle mam przed oczami napis "Złe obuwie to prawie pewny wypadek". Numery alarmowe przypomnimy w innym dziale...  






BLUZA. Przy każdym wyjściu w góry powinniśmy mieć ze sobą ciepłą bluzę. Najlepiej, żeby to był polar. Nawet gdy na dole jest ciepło, to należy pamiętać, że temperatura spada o 0,6C na każde 100m w górę. Nawet jeżeli wychodzi nam z kalkulacji wysokości, że i tak nam się bluza nie przyda to i tak ją weźmy. Nigdy nie wiadomo czy nie nastąpi załamanie się pogody, czy nie będzie wiał zimny wiatr. Bluza powinna być nieodłącznym elementem wyjścia w góry. Poza tym, polar przyda się na postoju... gdy się idzie, to nie czujemy chłodu (oczywiście do pewnych granic), bo jesteśmy rozgrzani- nawet po krótkim przestoju nasza temperatura spada i z łatwością możemy się przeziębić. Bluzy polarowe są przeważnie lekkie, a przy tym (oczywiście zależy to od grubości materiału) nieprzewiewne i nieprzemakalne. Polar powinien być zrobiony w przeważającej części z materiałów sztucznych (głównie poliester, najlepiej 100%)- właśnie po to by być nieprzewiewnym i nieprzemakalnym. Należy także pamiętać, że im bluza ma mniej szwów, tym lepiej, bo nitki szwów zazwyczaj nie zostały zrobione z włókna sztucznego co sprawi, że taki szew będzie dobrym kanałem nawadniającym naszą bluzę. Warto jest także kupić polar firmy, która produkuje także kurtki nieprzewiewno -nieprzemakająco- oddychające (z membraną). Takie kurtki mają przeważnie podwójny zamek, dzięki czemu można podpiąć polar do kurtki (oczywiście jeżeli typy zamków są takie same- dlatego ułatwieniem jest zakup produktów tej samej firmy). 


KURTKA PRZECIWDESZCZOWA. Kurtka przeciwdeszczowa, podobnie jak bluza powinna się znaleźć w każdym plecaku górskiego turysty. Takie pojęcie jak stabilna pogoda w górach nie powinno być używane. Pogoda tam zmienia się jak w kalejdoskopie. Sam sprawdziłem to podczas pobytu w górach w lipcu 2003. Po obudzeniu się rano odnotowaliśmy przepiękną pogodę. Za cel obraliśmy szlak Morskie Oko- Przełęcz Szpiglasowa- Dolina 5 Stawów Polskich- Dolina Roztoki- Palenica Białczańska. Jak już wspomniałem rano pogoda była super, nad Morskim Okiem- 2,5 godziny później już lało. Gdy deszcz przestał padać ruszyliśmy w górę na Szpiglasa- cały czas szliśmy w deszczu (2,5 godziny-w zasadzie była to ulewa). Tuż przed samym Szpiglasem i na samej Przełęczy powiał mocny wiatr z gradem...20minut później wyszło słońce, nawet było fajnie, potem się zachmurzyło, ale już nic nie spadło... Tak więc gdyby nie kurtka to bym przemókł i zapewne zamarzł... Inny przykład z maja: w ciągu jednego dnia widziałem 6 razy czyste niebo i 7 razy zamieć śnieżną...

W zasadzie to kurtki przeciwdeszczowe można podzielić na dwie kategorie: plastikowe i oddychające. Kurtki plastikowe, gdy są zrobione z jednolitego, nie tkanego materiału (taki inaczej uformowany kalosz z rękawami zamiast podeszwy, przeważnie z podszewką) są ciężkie. Innym rodzajem kurtek plastikowych są kurtki, które nie mają jednolitej powierzchni- można na nich odnaleźć włókna- są one lekkie, mieszczą się we własnej kieszeni (w której często zamontowane są jakieś uchwyty). Do ogromnych zalet kurtki plastikowych należą nieprzemakalność i nieprzewiewność- niestety w obie strony co już jest ogromną wadą. Nawet jeżeli nie zmoczy nas ulewa, to nie zdziwcie się, jeżeli po wysiłku fizycznym w plastiku na sobie będziemy pod spodem mokrzy. Niee, to nie przemokła kurtka tylko się spociliśmy (chyba, że traci impregnację- dotyczy tylko 'tkanych'. Nawiasem mówiąc to kurtka z litego plastiku to straci swoją impregnację tylko pod wpływem cyrkla, ewentualnie innych gwoździ . Kurtki z membranami są prawdziwym zbawieniem dla górskiego turysty.  Oczywiście taka kurtka kosztuje znacznie więcej, ale mamy gwarancję, że nasz pot odparuje na zewnątrz, a przy tym nie zmoczy nas deszcz. Takie kurtki mają także wiele rozmyślnie umieszczonych kieszeni,  podwójny zamek- by można było podpiąć polar, 'wiatrołap' (na wysokości pasa), można je naprawdę dobrze dopasować- zaczynając na samym dole, a kończąc na regulacji kaptura. Znane są także inne formy chronienia się przed deszczem. Najmniej polecamy, a wręcz zakazujemy używania parasolki. Niestety nawet na własne oczy widziałem człowieka idącego z parasolką w ręku (padało) w Wysokie Tatry. Jakby nie patrzeć- parasolka w górach jest urządzeniem zagrażającym naszemu życiu. Lepszy silny podmuch wiatru i będziemy chcieli zatrzymać przy sobie ukochaną parasolkę zapominając, że pod sobą mamy co najmniej ściernisko. Poza tym, że trzymanie jej przez kilka godzin może być dokuczliwe, nie zapominając o łapaniu równowagi. Inną formą ochrony przed deszczem- w zasadzie formą kurtki- jest peleryna foliowa. Jest ekstremalnie tania, ale przy okazji łatwo się rwie i szybko zaparujemy w niej od środka. Chowanie się pod drzewami nie jest wskazane ze względu na pioruny. ze względu na pioruny także genialnym wręcz pomysłem jest unikanie szczytów górskich, zwłaszcza tych samotnych, a na pewno Giewontu- metalowy krzyż jakby wołał 'STRZEL WE MNIE'.
Próba przeczekanie deszczu natomiast może sprawić, że w końcu zjemy cały prowiant i siłą rzeczy będziemy musieli zejść z gór. Nawiasem mówiąc najdłuższa ulewa jak mnie w życiu w górach spotkała trwała 73 godziny. 



PLECAK. Bez plecaka ani rusz- w końcu w czymś trzeba nosić cały ekwipunek... można to robić oczywiście ciągnąć za sobą na wózku, albo prosić innych o potrzymanie reklamówki bo z reklamówką ciężko się daje kroka przy niektórych kamieniach na Giewoncie... (autentyk!!!). Normalny człowiek ułatwia sobie życie. Plecak jest najlepszą rzeczą do przenoszenia ekwipunku jaką można sobie wyobrazić. Uwalnia nasze ręce, sprawia, że nic nam się nie obija po biodrach (np. aparat zawieszony na pasku). Aby komfortowo zapakować wszystkie rzeczy niezbędne na jednodniową wycieczkę 1,5l wody, polar, jedzenie, latarka, czapka, rękawice, kurtka przeciwdeszczowa, aparat) potrzebujemy minimum 25 litrowego plecaka (zapakujemy się wtedy prawdopodobnie na ścisk). Bardzo przydatne są zewnętrzne kieszenie plecaka- najczęściej zrobione z siatki. Pozwalają one na umieszczenie w środku rzeczy, których często możemy potrzebować jak np. wody i ułatwiają dostęp do nich. Nie musimy grzebać po całym plecaku by wyciągnąć to, czego potrzebujemy. W ogóle wszelkiego rodzaju zewnętrzne kieszenie, czy też 'karabińczyki' są bardzo przydatne- im więcej tym lepiej. Plecak powinien być wyposażony w pasek biodrowy- przy cięższym plecaku doskonale odciąża nam plecy. Przydatny jest także pasek piersiowy. Plecak powinien być wykonany z nieprzemakalnego materiału, choć nie powinniśmy ufać do końca, że nie przemaka. Dobrym pomysłem jest zawinięcie wszystkiego w dodatkowe folie. W ten sposób nic nam nie przemoknie- fajnie jest czasem znaleźć suche skarpetki, albo nie zawilgoconą komórkę.


LATARKA. Nawet jeżeli nie planujemy nocnych wycieczek (w tej chwili w Tatrach i tak jest to zabronione) należy zabrać latarkę. Nigdy nie wiadomo co się przydarzy, np. czy nie zasiedzimy się gdzieś na szczycie, czy nie będziemy zmuszeni wezwać pomocy. Sygnał pomocy nadajemy latarką (albo dźwiękiem) 6 razy na minutę- odpowiedzią jest sygnał powtarzany co 20 sekund. Poza tym w Tatrach jest kilka jaskiń nie oświetlonych (do Jaskini Mylnej latarka jest niezbędna, natomiast do przelotowej Smoczej Jamy jest zalecana). Żeby oświetlić sobie najbliższą drogę i jakieś 10 metrów do przodu na terenie w miarę zamkniętym (las) wystarczy nam latarka na dwie baterie (przy kryptonowej żarówce 2,4V, 0,7A- 270% światła zwykłej żarówki 2,4V, ksenon 2,4V 0,85A- 300% [dane producenta]. Oczywiście im mocniejsza żarówka tym jest bardziej bateriożerna). Pamiętajcie, że im większa bateria, tym dłużej wytrzyma (dlatego nie używajcie latarek na 'paluszki' tylko na baterie LR20- i nie oszczędzajcie na bateriach, bo naprawdę droższe baterie dłużej działają- przy wspomnianej żarówce kryptonowej na nowych bateriach szliśmy 3 godziny bez utraty mocy- dłużej na szczęście nie było potrzeby, więc nie wiem po jakim czasie by się wyczerpały, a na nową wyprawę zabieram nowe baterie, by nie nosić zapasowych). Fajnie jest też przyczepić sobie z tyłu do plecaka diodową lampkę rowerową, byśmy byli widziani przez towarzyszy idących z tyłu. Lampki rowerowe są lekkie, wymagają baterii nawet o rozmiarze AAA (małe paluszki) i świecą niesamowicie długo- jeśli ktoś używa takowej w rowerze to wie o czym mówię- prędzej baterie stracą datę ważności niż je zużyjemy albo przepalą nam się diody. 


 

RĘKAWICE. Wychodząc w góry powinniśmy mieć ze sobą rękawice- nie będziemy tu omawiać rękawic do celów grzewczych, ale powiemy o ich przydatności podczas przeprawy przez niektóre szlaki. Najlepiej żeby rękawice były skórzane (albo 'sztuczne'), bo nie nasiąkają one wodą tak szybko jak bawełniane. Poza tym przyjemniej i pewniej będzie nam się chwytało łańcuchy, którymi ubezpieczone są niektóre trasy, np. wejście i zejście z Giewontu (bezpośrednio i od strony Małej Łąki), podejście (i oczywiście zejście) na Przełęcz Szpiglasową od strony Doliny Pięciu Stawów Polskich, podejście na Czerwone Wierchy przez dolinę Litworową, Rysy, Orla Perć... 

 


CZAPKA. Chyba każdy wie do czego służy czapka... ale jednak przypomnę. Czapkę powinniśmy mieć (najlepiej na głowie) bezwzględnie gdy temperatura jest nie sprzyjająca lub/albo gdy wieje silny wiatr. Jest ona nam potrzebna choćby po to, by nas nie przewiało, byśmy nie przeziębili sobie zatok, bo nie ma nic gorszego... Nie należy oczywiście przeginać z grubością czapki. Podczas wysiłku fizycznego nasz organizm bardziej się grzeje i może się okazać, że w czapce, w której normalnie nie czujemy zbyt dużo ciepła jest nam idealnie. Czapkę należy nosić ze sobą także i w ciepłe dni. W górach pogoda jest zmienna, różnica wysokości robi swoje i nie należy się nastawiać, że jeśli na dole jest upał, to na górze też będzie. Może tak się zdarzyć, ale nie musi. Przydatne też są czapki z daszkiem. Osłonią nasze oczy przed rażącym słońcem, a gdy potrzeba to i zabezpieczą oczy przed deszczem (co cenią sobie nie tylko 'okularnicy'). Podczas jakiegokolwiek deszczu zawsze mam na głowie oprócz kaptura czapkę z daszkiem/ rondlem po to właśnie, by z kaptura woda nie ściekała na twarz (co może być irytujące, gdy się człowiek trzyma łańcucha, a przez wodę niekoniecznie dobrze się widzi). 


MAPA. Bez mapy ani rusz. Na szczęście jest to tylko kawałek lekkiego papieru, więc nikt nie powinien mieć problemów z udźwignięciem tego urządzenia. Mapa nie tylko pomoże nam zaplanować wycieczkę pod kątem naszych możliwości (poziomice), ale i pomoże nam się nie zgubić, a gdy przypadkiem zboczymy ze szlaku pomoże nam odnaleźć drogę w oparciu o zauważone charakterystyczne elementy topograficzne. Wszystko to pod warunkiem, że prawidłowo zorientujemy mapę- tzn. ustawimy ją w tym samym kierunku w którym patrzymy. Przydatny w tym celu jest kompas. W polskich górach możemy bez żadnych przeszkód korzystać z kompasu w formie takiej jakiej został zakupiony, bez przekręcania jego osi, ponieważ w Polsce nie występuje tzw. gradient magnetyczny- czyli odchylenie igły kompasu od rzeczywistego kierunku północnego.

.DODATKOWE WYPOSAŻENIE Do rzeczy, które fajnie jest mieć w górach, a które nie są nam konieczne bez przerwy możemy zaliczyć:

  • stuptuty /niezbędne zimą/: swego rodzaju getry. Oplatają naszą nogę od kolana do samej kostki- są zapinane paskiem skórzanym/ linką metalową pod podeszwą buta. Stanowią dodatkową ochronę przed deszczem i śniegiem (w zimie bardzo przydatne). Zapobiegają nasypywaniu się śniegu do buta, nalewaniu się deszczu do środka (który lubi ściekać z nogawek).

  • kijki teleskopowe: ułatwią poruszanie się - podczas spaceru odciążają m.in. kolana i kręgosłup.

  • powinniśmy zabrać także apteczkę (nigdy nie wiadomo co się zdaży)

  • przydadzą się też okulary przeciwsłoneczne

  • aparat fotograficzny

  • olejek do opalania z wysokim poziomem ochrony skóry użyty za każdym razem gdy świeci słońce uchroni nas przed przypadkowymi oparzeniami 

  • Jeżeli już się obkupiliśmy ekwipunkiem to przed wyjazdem musimy jeszcze zaplanować naszą wycieczkę odnośnie zwiedzanych elementów. Oczywiście zakupiony ekwipunek powinien nawiązywać do warunków w jakich przyjdzie nam go wykorzystać. Ale nie o tym... Może niektórym z Was wydadzą się śmieszne i oczywiste rzeczy o których chcę tu pisać, ale prawda jest taka, że przynajmniej część z nas wychodzi po prostu na idiotów nie biorąc pod uwagę tego co trzeba. A co należy uwzględnić? Przede wszystkim musimy określić swój poziom doświadczenia w turystyce górskiej. Nie ma nic gorszego niż brak profesjonalizmu- ale nie w sensie takim, że każdy musi wejść na Mnicha choć raz w czasie wakacji, bo inaczej jest leszczem. Bardziej myślę tu o nieprofesjonalnym podchodzeniu do sprawy: należy mieć świadomość własnych słabości (np. lęk wysokości, klaustrofobia), umiejętności (siła, wytrzymałość), orientacji w przestrzeni. Organizując sobie wycieczkę powinniśmy wziąć do ręki przede wszystkim mapę z naniesionymi poziomicami oraz szlakami z czasem ich przejścia. Jeżeli ktoś nie uważał na geografii (na pewno się tacy znajdą) to przypominam, że poziomice to linie wysokości- każda linia przebiega po jednej wysokości.


    Ich zagęszczenie oznacza, że mamy do czynienia z obszarem o dużych różnicach wysokości, a rozproszenie odwrotnie- małe amplitudy wysokości. Znając jeszcze skalę mapy możemy uzmysłowić sobie z jakim rodzajem terenu mamy do czynienia (tip dla nieuważających: skala mapy np. 1:25000 oznacza, że 1 cm na mapie to 250 metrów w rzeczywistości). Dobrze jest się zaopatrzyć w mapę, która oprócz takich podstawowych elementów jak poziomice i szlaki zawiera orientacyjne czasy przejść szlaków. Taka wiedza przyda nam się idealnie przy planowaniu trasy przejścia- zwłaszcza komuś, kto nigdy nie był w danym miejscu. Planowanie trasy- jak już wspomniałem- powinno się odbywać w oparciu o nasze umiejętności- nie wyznaczajmy sobie na początek trasy, którą niekoniecznie musimy przejść, bo skończy się to tak, że będzie trzeba zawrócić. W gorszych przypadkach czeka nas powrót w nocy (ze wszelkimi jego konsekwencjami), albo śmierć z wycieńczenia. Idealne dla naszego zdrowia jest abyśmy podczas pierwszych dni przeszli proces aklimatyzacji. Niektórzy mogą źle zareagować już na niewielką zmianę wysokości (np. przyjazd do górskiego kurortu)- spotykają nas wtedy bóle głowy, nadciśnienie, ogólne osłabienie- dlatego nie jest zalecane szybkie wychodzenie w wyższe partie gór (niestety koszty pobytu i chęć zobaczenia jak najwięcej mogą nas zmusić do czego innego). 


    Powodem tego jest rozrzedzone powietrze. Organizm niemalże odruchowo chce uzupełnić niedobory tlenu zwiększając prędkość pracy serca i częstotliwość oddechu. Paradoksalnie organy pracując szybciej same potrzebują więcej tlenu. Skutki braku aklimatyzacji można odczuć już na wysokości 2500m.n.p.m.(choroba wysokogórska), ale nie wcześniej niż po 6 godzinach- tak więc krótkie wycieczki mogą przejść bez echa w naszym organizmie. Najgorszy jest 2-3 dzień aklimatyzacji- potem wszelkie problemy przeważnie ustępują (jeżeli chcielibyście dokładnie zaznajomić się z chorobą wysokogórską zapraszam tu: www.kowalewo.republika.pl/fizjologia.htm ). Znane są przypadki kiedy to nawet doświadczeni Taternicy umierali z wycieńczenia gdyż nie przeszli wystarczająco długiego okresu aklimatyzacji. Aklimatyzacja nie musi oczywiście polegać na siedzeniu w miejscu... Tatry oferują wiele lekkich szlaków z nieznacznymi zmianami wysokości- z upływem czasu możemy zwiększać bez obaw o obciążenie organizmu na szlaku. Oczywiście w granicach naszych możliwości, bo nie ma nic gorszego niż przecenienie własnych sił (umiejętności też, ale to potem). Wesprę się tutaj przykładem, którego już używałem (idealnie tu  pasuje). Na szlaku na Siwą Przełęcz spotkaliśmy kobietę, która robiła ok. 5-10 minutowe przerwy na odpoczynek co 20- 30 minut marszu. widać było, że idzie resztkami sił. Na przełęczy 'podsłuchaliśmy' że ekipa czeka na nią od ok. 1,5 godziny!! Brak mi słów, by wyrazić co czuję w związku z tym. Totalna głupota, ot co. Poza tym, że grupa nie powinna się rozdzielać- deprymuje to słabsze jednostki. W góry chodzi się fajnie, ale szlaki należy dobierać według własnych możliwości, przede wszystkim kondycyjnych. Jeżeli porównamy na mapie szlaki tylko i wyłącznie wizualnie- jakby wszystko było płaskie to możemy się srogo przeliczyć. Musimy wziąć pod uwagę nachylenie terenu- tu przydadzą się też podane na mapie szacunkowe czasy przejścia- i tak np. ktoś może się zdziwić idąc na Sarnią Skałkę... z przełęczy idzie się na nią tylko 10 minut- tyle tylko, że przez te 10 minut pokonuje się długość 50 metrów w poziomie, a na wysokość aż 70!!! Czymś zupełnie innym jest 10 minutowy spacer po dolinie Kościeliskiej...


    Przy wyborze szlaku należy także zwrócić uwagę na długość podejścia. Strome, ale krótkie może okazać się niczym w porównaniu z długim, nie tak bardzo nachylonym. Proponowałbym nie wybierać na początku podejść powyżej dwóch godzin bez możliwości zmiany trasy. Może się ono okazać uciążliwe nie tylko fizycznie, ale i psychicznie- czas dłuży się coraz bardziej, ogarnia nas uczucie zmęczenia... czasem jednak warto się pomęczyć, by np. wejść na Małołączniaka od Doliny Litworowej. Przy wyborze szlaku nie kierujmy się tylko mapą, ale zwróćmy uwagę co piszą o danej trasie przewodniki- nie wszyscy bowiem są gotowi na wspinaczkę ubezpieczoną łańcuchami, klamrami, drabinkami, albo z widokiem na 200 metrową przepaść obok 40 centymetrowej ścieżki. Warto jest znać specyfikę szlaku przed wyruszeniem na niego, fajnie jest się określić co chciałoby się zobaczyć. Wskazana jest rozmowa z człowiekiem, który już był w danym miejscu, choćby po to by skonfrontować informacje z paru źródeł. Przed wyruszeniem na szlak należy obowiązkowo zapoznać się z komunikatami pogodowymi, lawinowymi... 


     


PROWIANT. Żaden górski turysta nie może wybrać się na wycieczkę bez jedzenia i picia. W każdym plecaku powinna się znaleźć 1,5l butelka wody i coś do jedzenia. Osobiście uważam, że kwadratowe butelki są najporęczniejsze, bo można  je ułożyć wygodnie na dnie plecaka. Jeśli idzie o jedzenie to powinniśmy zabrać ze sobą słodycze, bułki słodkie, czyli to, co zajmuje mało miejsca, a jednocześnie dostarczy nam wielu kalorii. Np. 100g czekolady ma 560 kalorii, a pączek okło 300-400 - zależy jak źródła podają. Jeżeli chcemy  odciążyć plecak i postanowiliśmy jadać w schroniskach to z kolei musimy dociążyć nasz portfel. W schroniskach jest drogo, ale jest w czym wybierać (może poza schroniskiem na Hali Kondratowej- omijajcie z daleka- jedyne żarcie to batoniki za 4zł- a na ciepło jakieś badziewie). Osobiście uważam, że schronisko 'Murowaniec' jest jednym z lepiej zaopatrzonych gastronomicznie, przy tym ceny nie są straszne, np. za kiełbasę długą jak klawiatura alfabetyczna z 2 pajdami chleba płacimy około 8-9 zł (jeśli mnie pamięć nie myli). Najlepszą szarlotkę dają w schronisku nad Morskim Okiem, a najlepszy rum z herbatą i herbatę z sokiem malinowym na Hali Ornak. Poza tym odradzam kupowania wody w schroniskach- 0,5l= 5zł. O dziwo wrzątek kosztuje 50 groszy, albo co łaska. Nie zapomnijcie też, że jeżeli przyjdziecie do schroniska po godzinie 20stej to pocałujecie klamkę od kuchni- będziecie mogli wziąć sobie pokój, ale o jedzeniu zapomnijcie- nawet wrzątku nie dostaniecie.


PLASTRY. Są potrzebne jak najbardziej. Przydadzą się nie tylko na skaleczenia, ale także na obtarcia i odparzenia. Nawet jeżeli mamy zaufanie do swoich butów i jesteśmy przekonani, że przez cały czas będzie nam w nich wygodnie to i tak weźmy plastry- są one tak małe i lekkie, że nawet ich nie odczujemy w plecaku, a sprawią nam radość gdy jednak buty nas obetrą.


URZĄDZENIA KOMUNIKACYJNE. Podstawą w Tatrach jest komórka. Góry znajdują się w dużej mierze w zasięgu sieci komórkowych- czy to polskich czy to słowackich operatorów. W zasadzie problemy z zasięgiem występują w dolinach (z uwagi na trudny dostęp dla fal radiowych), ale też nie wszystkich- np. w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, w Dolinie Roztoki nie złapiecie sieci, ale w Dolinie Litworowej tak. Na szczytach nie powinno być problemów, ale w związku z tym, że nie byliśmy jeszcze na wszystkich to oczywiście zaznaczamy, że będą.
Żeby przedłużyć żywotność baterii nie chodzimy z włączonym telefonem- nigdy nie wiadomo kiedy i na jak długo będziemy go potrzebowali. Poza tym radzimy trzymać telefon przy ciele- ciepłe baterie dłużej utrzymują moc. Numery alarmowe podamy w dziale o postępowaniu w sytuacjach awaryjnych (na dzień dzisiejszy takowy nie istnieje). Jeżeli już musimy mieć non-stop włączoną komórkę to starajmy się ja wyciszyć... oraz nie dzwonić do cioci gdy jesteśmy na Świnicy, albo na Giewoncie, jeśli nie musimy- to męczy innych turystów (niektórych śmieszy), którzy przyszli odpocząć w górach z dala od cywilizacji...
 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=